• Wpisów:18
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:5 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 204 / 34 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie pisałam, bo w sumie nic ciekawego się nie działo. Dieta zaliczona, codziennie ćwiczę. Przemogłam się i zaczęłam ćwiczyć wieczorami z siostrą. Jest to ogromna motywacja, kiedy widzę, że ona się zbiera. B. ćwiczy od kilku lat, skubana ma mega kondycję, ja po kilku podskokach sapię jak lokomotywa
 

 
Dostałam dzisiaj wagę kuchenną. Oficjalnie została moją nową, ulubioną zabawką
Ambitnie zabrałam się za powtarzanie francuskiego. Chcę w tym miesiącu powtórzyć cały poziom A1, potem A2 itd. Kiedyś uczyłam się tego języka, ale niestety parę lat bez kontaktu z nim zrobiło swoje. Podstawy typu przywitać się, powiedzieć jak się nazywam itp. pamiętam, ale już liczebniki, podawanie godziny i takie tam to już jest dla mnie wyższa szkoła jazdy. No i gramatyka. Chciałabym kiedyś włączyć sobie film po francusku i zrozumieć go w takim samym stopniu w jakim rozumiem filmy angielskie.
A co do kalorii, to idzie mi dobrze. Wczoraj zmieściłam się w limicie, dzisiaj też dam radę na spokojnie. Jeszcze za jakieś pół godzinki poćwiczę na brzuch. Wczoraj ćwiczyłam z piłką na tyłek i myślałam, że umrę
 

 
985/1000
Kolejny dzień zaliczony
Bez odbioru.
 

 
998/1000 kcal plus trening na tyłek i brzuch. Dzień zaliczam do udanych. Byłam dzisiaj w auchan i ku mojemu zdziwieniu i ogromnej radości zobaczyłam, że wyjęli już świąteczne ozdoby. Kocham Boże Narodzenie i te wszystkie pierdułki. Spędziłam dzisiaj na tym dziale bite pół godziny przeglądając wszystkie świecidełka. Nigdzie się nie śpieszyłam, i tak nie mam pracy...
 

 
Bieganina po cmentarzach podejście nr 2. Jutro kolejne, ale ja już odpuszczam. Dzisiaj dopadła mnie taka smutna refleksja. Jestem najmłodsza z rodzeństwa, faceta póki co brak, szanse na dziecko też znikome. Uświadomiłam sobie, ze jeśli tak dalej pójdzie to koniec końców zostanę zupełnie sama na świecie. Przerażająca perspektywa. A co z dietą? No cóż... Przez mój depresyjny humor przez ostatnie dwa dni nie trzymałam jej za bardzo, ale chociaż ćwiczę codziennie, więc mam nadzieję, że moje obżarstwo nie będzie aż tak bolesne w skutkach. Boję się wejść na wagę i zmierzyć z rzeczywistością.
 

 
Wpadam w coraz większą rozpacz z powodu pracy, a raczej jej braku. Nawet nie ma ofert, które byłyby sensowne. Staram się patrzeć na moje bezrobocie chociaż z odrobiną optymizmu. Mówię sobie: "Eee, przynajmniej mam czas na naukę francuskiego, nadrobię seriale itd", no ale ileż można. Dodatkowo znajomi prawie w całości się porozjeżdżali, więc siedzę całymi dniami w czterech ścianach jak ta sierota. Jeszcze trochę i wpadnę w depresję.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
dzień 3: 1237/1000 kcal, czyli sukces niepełny niestety, no ale bywa i tak. Niepotrzebnie się dzisiaj ważyła, bo waga pokazała mniej niż się spodziewałam i pozwoliłam sobie na więcej przez to, no ale nic. Jutro będzie lepiej
  • awatar Nesmireth: Też czasami żałuję, że wchodzę na wagę, bo widząc efekty myślę, że mogę w takim razie pozwolić sobie na więcej. Powodzenia!:)
  • awatar Niebieski Motyl: O tak, pora ruszyć ze zdwojoną siłą, przyłączam się. Teraz już nikt nie powstrzyma tego huraganu! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
dzień 2: 879/1000 kcal.
Dzisiaj zrobiłam masę dobrego. Z rana ćwiczyłam, potem posprzątałam szafę, powtórzyłam francuski, a na koniec poszłam do kina z siostrą. Powysyłałam też CV do kilku miejsc, zobaczymy. Pozytywnie dzisiaj, oby tak było dalej.
 

 
Dzisiaj pierwszy dzień diety 1000 kcal. Mój bilans na koniec dnia: 973/1000, więc chyba całkiem nieźle. Zaczęłam też dzisiaj pić więcej wody. Zawsze miałam z tym problem żeby wypijać chociaż te 1,5 litra, jakoś nie mam tego nawyku.
A tak to co, dzień ponury. Cały czas wieje i leje deszcz. Cieszę się, ze nie musiałam nigdzie wychodzić. Stwierdziłam, że po tych wszystkich kryminałach czas na coś ambitniejszego, więc zaczęłam czytać "Nędzników". Robiłam do nich kilka podejść, ale nigdy nie miałam wystarczająco dużo czasu, za to teraz mam go aż zanadto.
  • awatar Niebieski Motyl: 1000 kcal to bardzo rozsądny pomysł, nie odpuszczaj, walcz Kruszynko
  • awatar koliberek6: @Prawdziwa_JA:tak, raczej staram się jeść zdrowo plus woda
  • awatar Prawdziwa_JA: 1000 kcl ? może to dobry pomysł dla mnie ... ale przy tym jesz zdrowo czy poprostu 1000 kcl ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Boże, jak ja nienawidzę luster w przymierzalniach! Widać KAŻDĄ niedoskonałość ciała, załamać się można. Po odwiedzeniu kilku sklepów jedyne o czym marzę to żeby ktoś mnie dobił. No i jak to weekend, kiedy w domu jest pełno ludzi diety się nie trzyma. Dzisiaj już zdecydowanie nie mogę nic zjeść, może jutro będzie lepiej.
 

 
Powoli wracam do żywych. Dzisiaj nawet poćwiczyłam, ale żeby nie obciążać organizmu za bardzo po chorobie wybrałam jogę. Jedyny plus bezrobocia jest taki, że mogę sobie robić treningi z rana, co bardzo mi odpowiada, bo wieczorem jakoś nie lubię ćwiczyć.
Chyba muszę sobie założyć zeszyt na podliczanie kalorii. Kiedyś sobie wszystko zapisywałam: co zjadłam, ile itd, ale jakoś później od tego odeszłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mała motywacja na dziś
 

 
Czuję się jakby mnie walec rozjechał. Zamiast poprawy czuję się coraz gorzej. Chyba wreszcie po jakiś 8 latach będę się musiała wybrać do lekarza rodzinnego. Najzabawniejsze jest to, że się przeprowadziłam, więc nawet nie wiem dokładnie gdzie jest moja przychodnia
 

 
Czytam te wszystkie blogi dziewczyn o odchudzaniu i doszłam do wniosku, że też w końcu powinnam się za to zabrać porządnie. Nigdy nie miałam dużych problemów z wagą, ale też nigdy nie czułam się w 100% dobrze w swoim ciele. Jedyna waga, przy której czułam się bardzo dobrze to 44-45 kg i do tego dążę. Więc koniec ściem i odkładania tego na kiedyś, chyba czas najwyższy to zmienić i przestać żyć z kompleksami. A więc...START!!!
  • awatar Prawdziwa_JA: a ile teraz ważysz ?:)
  • awatar koliberek6: @calamity97: hmmm wydaje mi się, że ze wszystkimi kompleksami tak jest, onej najczęściej siedzą właśnie w głowie, ale z drugiej strony skoro z moimi mogę coś zrobić, to dlaczego nie ;)
  • awatar koliberek6: @Nuteliaஐ: dzięki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Tyle rzeczy sobie na dzisiaj zaplanowałam i zamiast zrobić to wszystko to leżę w łóżku z mega przeziębieniem. Czuję się jakby mnie czołg przejechał, a muszę jeszcze się na korki przygotować. Niech mnie toś dobije...
 

 
Prowadziłam wczoraj swoje pierwsze w życiu korepetycje. Dziecko żyje, ja mam jeszcze włosy na głowie, więc chyba nie poszło najgorzej. Nawet dobrze się bawiłam tłumacząc wszystko. Może minęłam się z powołaniem i wybrałam nie te studia, które powinnam.
 

 
Przeglądanie ofert pracy to najbardziej dołująca część każdego dnia. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że umrę w samotności, bezrobotna, a moje zwłoki zeżrą koty... Zdecydowanie mam dzień na "nie".
 

 
W weekend byłam w kinie na filmie "Twój Vincent". Razem z głównym bohaterem poznajemy w nim życie wielkiego malarza i muszę przyznać, że byłam w szoku. Film przedstawia obraz smutnego, samotnego człowieka. Vincent van Gogh bardzo długo nie potrafił znaleźć swojego miejsca na ziemi. Zaczął malować dopiero w wieku 28 lat,w ciągu 8 lat namalował około 800 dzieł, z których za jego życia został sprzedany tylko 1. Zmarł młodo, bo w wieku 37 lat w wyniku samobójczego strzału w brzuch. W filmie głównie pokazane są ostatnie tygodnie z życia Vincenta i to niesamowite, jak jedna historia z perspektywy różnych ludzi może wyglądać zupełnie inaczej. W oczach wielu ludzi był zwykłym szaleńcem, w oczach innych wspaniałym artystą. Film daje do myślenia i zdecydowanie warto go obejrzeć.
  • awatar Prawdziwa_JA: tak naprawde namalował 2100 obrazów. Obraz udało się sprzedać Tylko dzieki Bratu który nie chciał żeby Vincent załąmał się do reszty przekupił nabywce obrazu który kupił dzieło za pieniądze brata malarza... Strasznie to przykre
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›